
Uwaga: Ostrzeżenie dla misiów o bardzo małym rozumku.
Poniższy tekst, podobnie jak inne artykuły na tym blogu, reprezentują wyłącznie osobiste przekonania, poglądy oraz przemyślenia autora. Nie są prawdą objawioną i raczej wątpliwe jest, iż kiedyś się nią staną. Jeśli zatem zdarzy się, iż z zapisanymi poniżej tezami czy przemyśleniami się nie zgadzasz, to porządny i godny Miś Kolorowy albo podejmuje się kulturalnej debaty, albo ignoruje sprawę. Każdy prawdziwy Miś wie bowiem, że artykuły blogowe to nie teorie naukowe i należy pochodzić do nich z odpowiednim dystansem.
O słowiańskości Wiedźmina - Czyli efekt Mandeli nad Wisłą
Długo nic nie pisałem na tym blogu, pewnie każdy kto go kiedykolwiek czytał wie, iż takie przerwy ciągle mi się zdarzają. Powód jest jeden, ale za to poważny: Piszę tylko wówczas, gdy czuję, że mam o czym. Coś musi mi wpaść do głowy, kotłować się tam przez pewien czas zanim podejmę wreszcie decyzję, aby usiąść i przelać moje przemyślenia na e-papier. Dziś powracam do naszego "dobra narodowego" - Wiedźmina. Powracam, bo trudno mi opanować śmiech i trzeba się wyładować.
Dziś (09 Grudnia 2017) dotarła do mnie informacja, iż serial oparty na dziełach Andrzeja Sapkowskiego doczekał się kogoś, kto będzie kierował projektem. Jest to Lauren Schmidt, osoba wcześniej pracująca przy np. serialu Daredevil, zatem osoba dobrze Netflix'owi znana. Nie podano wiele więcej a ponieważ nie znam tej pani i nie wiem o niej wiele, taka informacja niewiele mi mówi.
O wiele ciekawsze od samych postów formujących o nowym zajęciu pani Schmidt, okazały się komentarze zarówno na platformie Filmweb jak i na Facebooku. Mamy tam prawdziwy festiwal światowej sławy krytyków literatury, filmu i sztuki wszelakiej wyrażających daleko posunięty pesymizm wobec wyżej wymienionej pani, jaki i jakości samego serialu. Owi eksperci nie czują potrzeby zaczekać na choćby pierwszy klaps na planie. Nie ma też możliwości, aby mogli wstrzymać się z oceną do obejrzenia pierwszego trailera. Prawdziwy ekspert nie musi bowiem, jak wiadomo, zobaczyć, by ocenić. Ja jednak, jako skromny amator, zaczekam nieco nim podzielę się z kimś moją opinią (której jeszcze nie zdążyłem sobie wyrobić.)
Wczytując się jednak w publikowane żale, dostrzegłem jednak powracające elementy, które sprawiają, iż unosi mi się brew. Strach o utraceniu "słowiańskości" serii. Przerażenie możliwością pojawienia się ludzi o innej niż kaukaska karnacji oraz (broń boże) innej orientacji seksualnej niż autorów komentarzy. Te właśnie kwestie przypomniały mi o moich przemyśleniach jeszcze z czasów premiery gry "Wiedźmin 3" i teraz połączywszy te dwa tematy postanowiłem stworzyć długą listę wyjaśnień różnych kwestii dotyczących treści książek pana Sapkowskiego.
Słowianizm w Wiedźminie
Zacząć trzeba od tego, jak bardzo słowiański jest Wiedźmin. W ciągu ostatnich lat informacje na ten temat dobiegają mnie bowiem ze wszystkich stron. Ja zaś mam problem, gdyż mimo usilnych starań nie dostrzegam w książkach pana Sapkowskiego epatowania słowiańskością. Cóż tak głęboko słowiańskiego jest ukryte na kartach sagi i zbiorów opowiadań? Okazjonalne wspomnienie jakiegoś
stwora kojarzonego ze słowiańską mitologią? Używanie przez autora archaizmów? Przecież nie jest to na pewno obecność motywów z bajek braci Grimm lub baśni Andersena? Albo też używanie przez autora imion germańskich, walijskich czy szkockich; watro dostrzec, iż to z zachodu pochodzą niemal wszystkie imiona bohaterów Sagi i opowiadań. Geralt jest dla przykładu imieniem Irlandzkim.
W istocie w Wiedźminie ciężko jest mi się doszukać jakichkolwiek silnych nawiązań do słowiańszczyzny. Pewne elementy można podciągnąć na siłę, jednak szybko można odkryć, iż będzie to zawłaszczanie elementów celtyckich, germańskich i w ogóle średniowiecznych.
Silne nawiązania do polskiego dziedzictwa kulturowego można było zobaczyć w grach komputerowych. Szczególnie Akt IV w Wiedźminie 1 oraz dodatek "Serca z Kamienia" posiadały ogromne ilości nawiązać do dzieł z okresu romantyzmu. Te nawiązania, też nie zawsze były dobrze zrealizowane. Elf z W1 recytujący wiersze niepodległościowe z okresu pierwszej wojny światowej kompletnie wykoślawiając ich kontekst był dla mnie dość ciężki do strawienia. Pozostaje jednak fakt, iż pomijając te poboczne elementy nawet w grach świat Wiedźmina nie był aż tak słowiański.
Jest dość ciekawe, że osoby tak podkreślające słowiańskość serii zwykle nie podają żadnych konkretnych przykładów. Przypomina to powtarzanie mantry "Słowacki wielkim poetą był!"
Jednak sama seria ma wiele nawiązań do kultur dość od ziem współczesnej Polski odległych. Saga o Wiedźminie rękami i nogami podpiera się na micie arturiańskim. W "Pani Jeziora" ilość nawiązań przekracza wszelkie normy, zresztą można po poznać po samym tytule... O podstawie opowiadań już pisałem wyżej. Prawdę powiedziawszy jedynym silnym nawiązaniem do polskich legend wydaje mi się szewc i owieczka z opowiadania "Granica Możliwości", chyba że ktoś chce wyliczać dowcipy autora w rodzaju "Ballady o królewnie Wandzie" czyli pojedynczych krótkich zdaniach nie mających wpływu na historię i służą jedynie jako okazjonalny żart.
Geje i Lesbijki
Któż to będzie gejem w Wiedźminie? Pytanie podnosi tak wielu komentatorów, iż obawiam się, że oni mogą brakiem takowych być najbardziej rozczarowani. Nie przypominam sobie co prawda jednoznacznie homoseksualnej postaci męskiej w serii, jednak jest tam już kilka lesbijek. Filipa jako pierwsza, Triss (nawiasem mówiąc przez pewien czas kochanka Filippy), Mistle i oczywiście Ciri. Choć należy powiedzieć, że Tris i Ciri są bardziej biseksualne. Nie obawiajmy się zatem, serial powinien mieć swoją dawkę różnorodności seksualnej. Mam nadzieję, iż osoby dotknięte schorzeniem homofobii wytrzymają ten szok (demony wiedzą, jak przetrwali te sceny w książkach, choć pewnie po prostu nigdy nie przeczytali książek).
Jakiego koloru jest Vesemir?
Oto jest pytanie. Jaki kolor skóry ma Vesemir? Biały - odpowiecie, no dobrze zatem pokażcie mi to w książce. Proszę pokazać mi, gdzie jest napisane jaki kolor skóry ma Vesemir. Napisano, iż jest on stary, nie umie panować nad twarzą i był nauczycielem szermierki za czasów istnienia szkoły... Nic więcej, a w każdym razie ja nie pamiętam. Podany jest kolor skóry Geralta, jest on albinosem "pełny zanik pigmentu" - w skórze też mamy pigment. Oczywiście prawdopodobieństwo, że postacie już wysoko rozpoznawalne dzięki grze, zostaną nagle skrajnie zmienione dla samej zmiany i Netflix storpeduje swoją szansę na własną Grę o Tron od tak, są naprawdę małe. Warto przypomnieć, że ich niezwykle popularny układ z firmą Marvel dobiega końca. Po co grzebać potencjalny hit idiotycznymi wyskokami? Wiedźmin jest za młody (jako marka rozpoznawalna na zachodzie), aby już teraz brać się za eksperymenty. Warto jednak zdać sobie sprawę, iż większość bohaterów nie ma opisanego koloru skóry. To czytelnicy sami sobie ten kolor dodali w głowach. Takie zabiegi to naturalny element w opisach postaci - pewne rzeczy pozostawia się nieokreślone, aby czytelnik samemu wyobraził sobie bohatera. I tak biały Europejczyk widzi w głowie białego Vesemira, ale czarny Amerykanin może wyobrazić sobie tą samą postać zupełnie inaczej, mimo że oboje przeczytali ten sam opis na kartach książki.
Ile jest szkół Wiedźmińskich?
"No oczywiście, że w Sadze są trzy: Wilka, Kota i Gryfa." Na pewno? Gdzie jest tak napisane? Gdzie jest jakakolwiek wzmianka o tych szkołach? Bo nie ma jej w książkach. Warownia Starego Morza nie jest siedzibą Szkoły Wilka, jest po prostu szkołą wiedźminów.
"No ale przecież to jakie zwierze jest na medalionie rozróżniało szkołę." Naprawdę? A gdzie jest tak napisane? "Przecież wiedźmini z Kaer Morhen nosili wilcze medaliony." Czyżby? A gdzie tak napisano? Na jakiej podstawie wyciągnięto ten wniosek? W Sadze Geralt nosi wilczy medalion. Szkoły pojawiają się dopiero w komiksie Bogusława Polcha i Macieja Parowskiego. Nic na ten temat nie ma w książkach. Nie sprecyzowano jakie medaliony noszą inni wiedźmini. Ale jest dość jasno powiedziane że to Kaer Morhen jest wiedźmińską szkołą.
Uwaga! Jak zwrócono mi uwagę wzmianka o "Szkole Wilka" pojawia się w Głosie Rozsądku IV i jest to jedno zdanie, które Geralt wypowiada do milczącej kapłanki Ioli Pierwszej. W powieści "Sezon Burz" pojawia się też jakoby wiedźmin "ze szkoły Kota" jestem skłonny uwierzyć na słowo, iż tak jest ponieważ alternatywą była by ponowna lektura Sezonu Burz. Otwiera nam to dziury fabularnie o których piszę w następnym akapicie. Niemniej jednak popełniłem w tym punkcie błąd i przepraszam za niego. Tekst pozostawiam niezmieniony aby nie było wątpliwości co do oryginalnej treści i zasadności komentarza Shockwave. Dalej jednak w samej Sadze nie padają nazwy trzech szkół a jedynie występują tam trzy różne medaliony.
Czy nikt nie zastanawiał się dlaczego to właśnie Geralta nazywają wilkiem? Dlaczego mówi tak do niego Eskel? Przecież idąc tropem "Wilczej Szkoły" on też nosi taki sam medalion. Chyba, że jest inaczej. Jeśli wiedźmini nosili różne medaliony, nagle wszystko zaczyna do siebie pasować. Podobnie, jeśli nie wymyślamy sobie innych szkół, nagle nie ma dziury fabularnej w postaci: Wszystkie szkoły padły i w żadnej nie uchował się nikt, kto potrafiłby przeprowadzać mutacje.
Coś się kończy
Jest dość zabawne, że w tak wielu miejscach tak zwani "fani" kompletnie ignorują treść swoich ulubionych książek i przenoszą wymysły z innych adaptacji na grunt powieści. Nieważne ile razy sam Sapkowski powtarza, iż kanoniczne jest tylko to, co on napisał to ludzie i tak opowiadają sobie jakieś bzdury o szkołach Kota, słowiańskości czy co tam jeszcze. Jest to dla mnie wspaniały przykład efektu Mandeli ponieważ jestem pewien, że wiele osób jest absolutnie pewna, że czytała o trzech szkołach w Sadze. I jest pewna, że Vesemir jest biały a Jaskier jest brunetem nie zaś blondynem o długich fryzowanych na żelazkach włosach.
Jeśli zaś chodzi o serial... Zalecam cierpliwość, nic nawet nie zaczęto kręcić, nie ma czego krytykować. Po premierze i tak krytyki od "fanów" i tak wszyscy będziemy mieli po uszy.




